Marzy mi się biały puch na Święta. W ostatnich latach pogoda nie dopisała i śniegu poskąpiła w czasie, gdy go wszyscy wypatrywali. Póki...
Przyszła wiosna (podobno). Idą święta (na pewno). U wszystkich podejrzewam, że porządki od dawna ruszyły pełną parą;) U mnie... nie bardzo. Dla mnie wiosna oznacza nie tylko wiosenną reorganizację w domu, rozkwit kwiatów czy sianie ziół i warzyw na ogrodzie. Wiosną projekty wyskakują mi jak grzyby po deszczu. W końcu to idealny czas na rozmyślania o lecie, gdy wszyscy zainteresowani ochoczo realizują remontowe marzenia:) Bardzo lubię ten wiosenny boom projektowy, tym bardziej, że mogę się rzucić w wir pracy. Pracy, którą uwielbiam. Dlatego wybaczcie, że mniej mnie tutaj, ale gdy nie wymyślam czegoś w swoim domu, to wiedzcie że i tak nie próżnuję;)
Ale miało być w sumie o świętach. No właśnie. ŚWIĘTA! To już! Nie myślcie, że o nich zapomniałam. Na dwa tygodnie przed posiałam rzeżuchę, która jest dla mnie swoistym zwiastunem Wielkanocy. I pomimo tego, że okna mam nie umyte ( i pewnie tego już nie zrobię, bo przyszła zima!, a mnie złapało przeziębienie;/), w domu już mam ogólny porządek ogarnięty. Dekoracji nie mam jednak zbyt wiele, kolekcja jajek, zajączków tudzież królików i innych powiększa się systematycznie z każdym rokiem. I byłoby w sumie bardzo minimalistycznie, gdyby nie to, że dokładnie 3 dni temu przeprosiłam się z maszyną do szycia i stworzyłam wielkanocną oprawę naszej kanapy. Materiały, kupione już rok temu, doczekały się swoich pięciu minut. I wbrew pogodzie, mamy w domu wesołą zieloną aurę. Do tego kwiaty, mnóstwo kwiatów (jak na moje standardy;)) i zrobiło się bardzo w klimacie świąt:)
Oczywiście byłabym bardzo niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o wkładzie moich pociech w wielkanocnych przygotowaniach! Oboje siali rzeżuchę, robiliśmy wydmuszki, wyklejaliśmy baranki, a dziś będziemy przygotowywać święconkę. W moim domu tradycyjnie zdobiło się jajka woskiem i barwiło w cebulaku. W tym roku jednak będziemy malować jajka zgodnie z dziecięcą fantazją. Moje szkraby są już na tyle duże, żeby sobie poradzić z tym zadaniem i cieszyć się z niego w pełni świadomie. Jutro czekać nas będzie strojenie koszyczków i święcenie. To dla nas obowiązkowa tradycja, którą bardzo lubimy:)
Przepis na malowane woskiem jajka:
- jajka (bez pieczątek – trzeba je umyć, im jaśniejsze jajka tym wyraźniejszy bedzie końcowy wzór, pieczątki można zmyć octem)
- wosk pszczeli ( wosk z jednorazowych świeczek się nie nadaje - szybko opada i niedokładnie się przykleja)
- metalowy pojemniczek do topienia wosku
- patyczek z nabitą na końcówkę szpilką (im mniejsza kulka na szpilce tym bardziej precyzyjne kształty można tworzyć)
- ugotowany i ostudzony wcześniej cebulak
W gorącym wosku maczamy główkę szpilki i szybkim ruchem nanosimy wosk na jajko. Powtarzamy do uzyskania pożądanego przez nas wzoru. Należy uważać, żeby nie spalić wosku przy podgrzewaniu – spalony robi się czarny. Gotowe jajka wkładamy do zimnego cebulaka i stawiamy na wolny ogień. Im dłuższy czas będziemy je doprowadzać do wrzenia tym ciemniejszy będą miały kolor. Jajka ugotowane wyciągamy łyżka i wycieramy resztki wosku, który się nie stopił. Na końcu można natłuścić skorupki olejem, żeby jaja ładnie się prezentowały.
To nie koniec zdjęć, choć już koniec tego wpisu. Wpadnę tu jeszcze jutro z życzeniami i kolejną porcją ujęć z naszego wiosennego domu. Mam nadzieję, że w całym tym świątecznym zabieganiu znajdziecie dla mnie choćby chwilkę;)
Całuję i pozdrawiam wiosennie, na przekór pogodzie!
Magda
Przyszła wiosna (podobno). Idą święta (na pewno). U wszystkich podejrzewam, że porządki od dawna ruszyły pełną parą;) U mnie... nie bard...
Jak pewnie wiecie, kilka dni temu odwiedziłam z mężem Londyn. To piękne miasto, gdzie na każdym kroku można wypatrzeć coś ciekawego i cieszącego oko. Zrobiłam mnóstwo zdjęć podczas naszych pieszych wędrówek po mieście, ale jeden motyw pojawiał się na nich niemal co drugie zdjęcie. Drzwi. Niby zwykłe, ale jakże inne od tych nam dobrze znanych. Kolorowe, pastelowe, krzykliwe, stonowane, każde z nich inne, ale przede wszystkim pełne wyrazu.
Drzwi wejściowe to wizytówka każdego domu. Pięknie utrzymane, w ciekawym kolorze na pewno będą nie tylko zdobić, ale też przyciągać uwagę. Te zdecydowanie wzbudziły mój zachwyt i oczarowały mnie swoimi zwykłymi-niezwykłymi zdobieniami.
Cóż, nic więcej nie napiszę, zapraszam Was dzisiaj do centrum Londynu oraz dzielnicy Notting Hill, w których zostały wykonane te zdjęcia. Ciekawe czy byłam jedyną turystką, która z takim zaangażowaniem cykała foty po kolei niemal każdym drzwiom;P
Więcej zdjęć z Londynu niebawem.
Zdradzę Wam, że choć byłam tam po raz pierwszy, poczułam się... jak w domu:) To niesamowite jak jedno miasto może tak ogromnie zafascynować!
Pozdrawiam
Magda
Jak pewnie wiecie, kilka dni temu odwiedziłam z mężem Londyn. To piękne miasto, gdzie na każdym kroku można wypatrzeć coś ciekawego i c...
Moja królewna to już duża panna. Ma dwa i pół roku, a ten wiek to dla rodzica duże wyzwanie. Nie tylko pod względem wychowawczym;) Mała już dobrze wie, czego chce, i co lubi. Coraz więcej rzeczy w jej pokoju, to wyłącznie jej wybór, na który czasem trzeba przymknąć oko (patrz uwielbienie do hello kitty...). Lubi kolorowe zabawki, ma mnóstwo lalek i swoją własną kuchnię, na której uwielbia gotować. W jej pokoju zabawek raczej przybywa niż ubywa, a to prosta droga do kolorystycznego przesytu. Zdecydowanie trzeba było coś z tym jak najszybciej zrobić, aby nie doprowadzić do czegoś podobnego jak tutaj. Jednym słowem postanowiłam uspokoić trochę królestwo mojej córy. Metamorfoza szybka, łatwa (serio!) i przyjemna. O co chodzi? Dla przypomnienia jak wyglądał pokój wcześniej, zanim obejrzycie poniższe zdjęcia, wstąpcie tutaj. Wszystko będzie jasne. Tapeta w sówki sięgała do podłogi, a jedna ściana była w intensywnym kolorze amarantu. Kiedy w pokoju było niewiele rzeczy, ta dominująca dekoracja miała sens. Teraz już była zwyczajnie zbyt męcząca. Marzyły mi się zmiany, a w planach już od kilku miesięcy myślałam o zrobieniu boazerii w stylu angielskim. W zeszłym tygodniu plan zrealizowałam, a Was zapraszam do oglądania jeszcze cieplutkich, bo dzisiejszych zdjęć:) Jestem ciekawa, czy Wam również przypadnie do gustu ta metamorfoza.
Wykonanie takiej boazerii wcale nie jest trudne i możecie zrobić ją zupełnie sami.
Ja sobie dałam radę, to Wy też dacie;) Satysfakcja gwarantowana!
Już niedługo pokażę Wam krok po kroku, jak się do tego zabrać. Są chętni??
Pozdrawiam ciepło!
Magda
Gdzie kupić:
domek dla lalek: zabawki-z-drewna.pl
łóżeczko dla lalek: kupione na targu:)
dywan: Leroy Merlin
tapeta: modnetapety.pl
farby: tikkurila.pl
szafa, komoda, regał: ikea
łóżeczko: przerobiłam sama (tutaj można zobaczyć jak przerobić swoje)
boazeria angielska: wkrótce przepis na blogu, możesz zrobić ją sam!
Moja królewna to już duża panna. Ma dwa i pół roku, a ten wiek to dla rodzica duże wyzwanie. Nie tylko pod względem wychowawczym;) Mała już...
Zastanawiając się nad wyposażeniem pokoju naszej pociechy, zazwyczaj dokonujemy wyboru na podstawie impulsu. Nie jest to dobra taktyka. Później okazuje się bowiem, że wzorzysta tapeta zupełnie nie pasuje do firanek, dywanu albo gryzie się z ulubioną pościelą dziecka. Nie chodzi przecież o to, żeby stworzyć wnętrze podobne do tego, jakie widzimy w większości przedszkoli. Ja niestety odbierając córkę z placówki, do której uczęszcza, dostaję lekkiego bólu głowy. Wszystkich dekoracji jest tam tak dużo, że aż mnie to odrzuca. Tak samo może być z pokojami naszych pociech. Jeśli wchodzisz do pokoju swojego dziecka i już masz ochotę uciec, ten post jest właśnie dla Ciebie.
Błąd #1: Każda rzecz w pokoju dziecka musi być "wyjątkowa".
Ta "wyjątkowość" to nic innego jak dobieranie rzeczy, które same w sobie mogą być ładne, ale razem tworzą bardzo kolorowe, krzykliwe, przesłodzone, czy mega wzorzyste aranżacje. "Śliczne zasłonki w misie", "piękna pufa w motylki", czy "uroczy dywan w kwiatki"... Tyle wzorów, a każdy tak śliczny, że nie można im się oprzeć. Nagle, kiedy tych "wyjątkowych" rzeczy uzbiera się całkiem sporo, mamy wrażenie, że jesteśmy przeładowani zdobieniami i tą całą ich oryginalnością. I tak powstaje totalny misz-masz. Ktoś powie, że w tym szaleństwie jest reguła. Ale czy na pewno?
Błąd #2. Komplety mebli, czyli wybór oczywisty.
Wygląda to jakby wykupić aranżacje sklepową i ustawić w domu. Co więcej, najczęściej ciężko ją ustawić, bo takie komplety mebli najgorzej się dopasowują do naszych pomieszczeń! Niby jest wybór, duży słupek, mały, średni, komoda, dwie szafy. Tu z szufladą, tam same półki. ALE najczęściej pokoiki dziecięce posiadają nie za duży metraż i wtedy upychamy meble w jednym ciągu, nie patrząc już jak to wygląda.
Błąd #3. Meble z wyrazistym akcentem kolorystycznym
Wszystkie meble z jednego katalogu wyglądają ładnie... tylko w katalogu. Mają mocno sprecyzowaną kolorystykę, najczęściej niestety krzykliwą i pstrokatą. Zielony z pomarańczem, fioletowy z żółtym... Dodajmy do tego zabawki i wszelkie ozdoby, to mamy jarmark w pełnej krasie. I co z tego, że kolory te pojawiają się na np. na kilku frontach czy półkach, a reszta jest np. okleiną dębową (czyt. neutralna)?
Zwróćcie uwagę na foldery reklamowe takich kompletów: na półkach praktycznie nic nie stoi, a jeśli już, to dekoracje są w neutralnej bieli lub szarościach. Kolory ścian, dywan i inne dodatki nie grają tu również żadnej roli. Bo nie mają grać. Ktoś chce sprzedać produkt, dlatego uwypukla go i tworzy iluzję ciekawego wnętrza, z meblami w roli głównej. A teraz wyobraźmy sobie zabawki naszego brzdąca na tych półkach, kolorowy dywan i ściany. Czy wygląda to już tak samo ciekawie?
Błąd #4. Kupujemy meble "na chwilę".
Bardzo często dysponujemy małymi przestrzeniami, a wybieramy meble nie za dużych gabarytów, które są dostosowane do wzrostu lub wieku dziecka... i które szybko z nich wyrasta. Jak zatem poupychać tonę ubrań i zabawek naszej pociechy, gdy meble sięgają nam do brody?
Błąd #5. Kupujemy meble na lata, a najlepiej do 18-tki.
Potem się wyprowadzi i przynajmniej pozostanie nam poczucie, że nie wydaliśmy dużo. Takie rozumowanie jest jakimś nieporozumieniem. Nikogo nie namawiam, żeby wymieniać meble co klika lat. Ale co jeśli dziecko przypadkiem je zniszczy? Meble, zwłaszcza te tanie, to tylko płyta wiórowa z okleiną. Łatwo po kilku latach o ubytki, a nie jesteśmy przecież w stanie upilnować dziecka na każdym kroku. I znów, co jeśli wybierzemy kolorystykę mebli, która się potem zwyczajnie znudzi?
Błąd #6. Dobieramy pod kolor mebli całe wyposażenie.
Kupiliśmy już ten komplet mebli. Stało się. Jesteśmy z siebie zadowoleni, a nasze oczy dostają kolorystycznego oczopląsu. Dlaczego? Bo w myśl zasady, że coś będzie do siebie pasować jeśli będzie podobne, dobieramy w TEJ SAMEJ kolorystyce wszystkie inne dodatki: zasłonki, lampy, kosze/pudełka, itd. Jeśli kolor będzie stonowany, to czemu nie. Ale co wtedy, gdy kolorem dominującym mebli jest np. pomarańczowy?
Jeśli już popełniliśmy ten błąd i zakupiliśmy taki komplet z mocnym kolorystycznym akcentem, nie martwmy się. Da się coś zaradzić. Przecież już pisałam: nie będę Wam doradzać kupienia nowych mebli! Rozstawmy meble "po całym pokoju", nie twórzmy meblościanek. Dobierzmy resztę akcesoriów w stonowanych kolorach, na czele z kolorami ścian!
Błąd #7. Trend: im bardziej kolorowo, tym lepiej, czyli wszystkie zabawki na widoku.
Tu postać z kreskówek Disney'a, tam maskotki Angry Birds, do których akurat nic nie mam, bo mój syn je uwielbia. Tak jak i do tych wszystkich innych zabawek, które posiadają moje dzieci. A dzieciaki lubią kolorowe, najczęściej do tego plastikowe grająco-świecące zabawki. Warto jednak nad tym chaosem jakoś zapanować. Pudła, kosze, kufry, worki, opcji jest mnóstwo. Wystarczy je schować, a unikniemy estetycznego bałaganu. Polecam dobrać też tak meble, aby części "wystawowej" było jak najmniej. Wszelkie schowki i szuflady spełniają się w tym przypadku idealnie. A jeśli nie ma takiej opcji koszyki będą pomocne. Dodatkowo nie będzie pokusy wyciągania wszystkiego na raz, a po skończonej zabawie można szybko posprzątać, by za chwilę wyciągnąć kolejne:)Yayoi Kusama’s ‘The obliteration room’ |
Magda
dobre rady
- 08:05
Nigdy nie rób tego swojemu dziecku! Najczęstsze błędy w aranżacji pokoju dziecięcego
Zastanawiając się nad wyposażeniem pokoju naszej pociechy, zazwyczaj dokonujemy wyboru na podstawie impulsu. Nie jest to dobra taktyka. Póź...