Ta historia zaczyna się na moich ukochanych Mazurach. Upalne lato, ja i moja siostra jesteśmy na wakacjach na wsi. Wyjeżdżamy co roku, w to samo miejsce, śmiem twierdzić najpiękniejsze na Ziemi. To tam całymi dniami pływamy w jeziorze, to tam bawimy się w podchody z przyjaciółmi, robimy własne łuki, śpimy na sianie, jeździmy nad jezioro beczkowozem, a nocą podziwiamy rozgwieżdżone niebo. Wspaniałe wspomnienia, do których stale wracam i które zajmują dużą część mojego serca.
Niektóre z nich, choć lekko mgłą osnute, potrafią być nadal tak wyraźnie, że niemal czuć ich smak. Do dziś wyraźnie czuję ten jeden, wyjątkowy. To smak prawdziwego chleba, takiego na zakwasie, wypiekanego w prawdziwym piecu chlebowym przy kuchni kaflowej. Pamiętam jak wędrujemy z przyjaciółmi gdzieś po polnej drodze. Jest piękny, letni dzień, totalny gorąc, a my wcinamy solidnie wypieczony i jeszcze ciepły bochenek chleba. Kawałek po kawałku.
To właśnie wtedy zamarzyło mi się po raz pierwszy, aby i w moim domu pachniało chlebem.
Od kilku tygodni cudowny, lekko winny zapach zakwasu chlebowego unosi się w moim domu. Wieczorami nastawiam zaczyn, by kolejnego dnia zagnieść ciasto, a wieczorem cieszyć się pysznym, jeszcze ciepłym chlebkiem z chrupiącą skórką.
Powiem Wam, że cykorzyłam się strasznie, aby spróbować zrobić własny zakwas! I pewnie dlatego za pierwszym razem mi nie wyszedł. Nie poddałam się, w końcu skoro wykupiłam połowę zapasów mąki w sklepie, trzeba było wziąć się w garść i zacząć od nowa.
Zakwas robiłam z mąki żytniej i wody. Najłatwiej przygotować go z mąki typu 720 oraz przegotowanej i ostudzonej wody lub wody mineralnej, przykrywając i odstawiając w ciepłe miejsce, w kolejnych dniach go dokarmiając. Za pierwszym razem porwałam się na wykonanie zakwasu z mąki żytniej razowej i nie wyszedł. Był "za ciężki", było mu za zimno i zamiast rosnąć... spleśniał. Przesiałam mąkę z otrębów i na tak przygotowanej zaczęłam od początku. Tym razem postawiłam go przy kominku, gdzie było około 26-27 stopni i pięknie zaczął pracować. Przepis na zakwas znalazłam w książce "O chlebie" Elizy Mórawskiej, której kupienie było pierwszym impulsem do zrobienia własnego chlebka właśnie teraz. Jednak, pomimo tego, że autorka podaje w dość przystępny sposób wszelkie przepisy i opowiada o pieczeniu chleba, czułam się niepewnie i musiałam jeszcze poczytać w internecie o co chodzi z tym zakwasem. Ale jak to internet, każdy ma swój pomysł i znajdź tu człowieku ten najlepszy...
![]() |
Mój pierwszy chleb na zakwasie:) |
Cytować książki nie będę, natomiast jak się okazało, autorka prowadzi także bloga dedykowanego właśnie pieczeniu chleba. Wiele godzin spędziłam wertując jego wirtualne kartki, czytając komentarze i szukając odpowiedzi na swoje problemy. Nie na wszystkie znalazłam odpowiedź, ale poczułam się na tyle pewnie, aby bez popełniania błędów ruszyć z tematem. Dla mnie sama książka to jakby dodatek do bloga, niestety bez jego przeczytania nie dowiedziałabym się, że np. ciasto z kilograma mąki należy podzielić na dwie keksówki, a nie pakować do jednej, czego w książce nie było napisane:/ Na blogu znajdziecie także przepis na zakwas. Nie będę go tutaj cytować jest za długi;P Ale nie przerażajcie się, to nic innego jak mąka, woda, zamieszać, przykryć, zostawić i tak przez parę dni...;)
Najtrudniejszy pierwszy krok. Zakwas już zrobiłam, teraz dopiero zaczęła się zabawa! Postanowiłam zacząć od najprostszych chlebków, pieczonych w keksówkach. Z ciastem nie było problemu, wystarczyło poznać dwie najważniejsze zasady. Ciasto z mąki żytniej wyrabiamy krótko, dosłownie kilka minut. Ciasto z mąki pszennej wyrabiamy dłużej, aby w mące uwolnić gluten. Swoje chlebki wyrabiam mikserem z końcówką typu hak na najwolniejszych obrotach. Bez niego w sumie nie wyobrażam sobie łatwego wyrabiania ciasta. Ciasto z mąki żytniej wyrabiam około 5-6 minut, ciasto mieszane 7-8, ciasto pszenne do 10 mintut, aby było gładkie i sprężyste.
Keksówki można wysmarować olejem i oprószyć otrębami itp. albo użyć papieru do pieczenia. Ja zawsze używałam oleju i wychodziło super. Chlebki wstawiamy zawsze do mocno nagrzanego piekarnika, w zależności od przepisu dodajemy kostek lodu na jego spód (aby zaparować piekarnik), albo spryskujemy wodą ścianki. Chlebki piekę na ustawieniu góra/dół i środkowym poziomie. Zawsze. Na początku stawiałam na niższym poziomie i przez to nie wyrastały tak ładnie. Miałam spory problem z dogadaniem się z moim piekarnikiem, bo nie dość, że nie mam do niego instrukcji (nasz dom kupiliśmy z wyposażeniem kuchennym agd, do których instrukcji brak...) to jeszcze drzwiczki się nie domykają... Ale jak widać na załączonych zdjęciach - dogadać się w końcu dogadałam i to nawet nieźle;)
Po kilku chlebkach z kaksówki przyszła pora kolejny krok. Zamarzył mi się taki piękny bochenek, z chrupiącą skórką, wyglądem przypominający te ze sklepu. Kupiłam koszyk do wyrastania chleba (na zdjęciu powyżej ten jasny, bambusowy), wyrobiłam ciasto i okazało się, że jeden koszyczek to za mało. Z czeluści szafek wyciągnęłam stary koszyk, który dziwnym trafem zostawiłam, bo wydawało mi się, że się kiedyś przyda. I nie myliłam się. Wyłożyłam go ściereczką, obsypałam mąką i włożyłam jako tako uformowane ciasto. Wyrosło, ach pięknie wyrosło, a przy pieczeniu jeden chlebek nawet fantazyjnie pękł. Jak się okazało - już po upieczeniu - zbyt hojnie obsypałam koszyki i bochenki wyszły białe jak śniegiem obsypane;P Cóż, człowiek się uczy na błędach.
![]() |
Moje pierwsze bochenki z koszyczków. |
Jednak czułam, że dalej coś robię nie tak. Poszperałam znów w internetach i znalazłam informację o składaniu ciasta, aby ładnie się formowało i nie pękało na wierzchu. Moja metoda zawijania ciasta pod spód, tak jak się robi ciasto na pizzę nie była skuteczna. Okazało się, że tuż przed finalnym ułożeniem ciasta w koszyczku należy je odpowiednio złożyć, zawijając brzegi do środka, rozpłaszczając i znów zawijając. Tutaj znalazłam świetną instrukcję, która pomogła mi pójść krok dalej, a tu dowiedziałam się wielu cennych informacji na temat wyrastania i formowania chleba.
Kolejna niezwykle ważna rzecz w przypadku pieczenia takiego "gołego" chlebka, to odpowiednie nagrzanie piekarnika i blachy, na której będziemy piec. Piekarnik nagrzewam od razu z blachą, około 40 min, czyli tyle ile przeciętnie zajmuje ostatnie wyrastanie chlebków, które piekę. Zauważyłam, że delikatne przekładanie chleba na taką gorącą blachę deje lepsze rezultaty i chlebek ładnie się unosi.
![]() |
Chlebek w trakcie finalnego wyrastania w koszyczku i gotowy bochenek:) |
Moja przygoda z domowym chlebem wciąż trwa i wciąż daje mi wiele satysfakcji. Szukam stale ciekawych przepisów, próbuję te same i zawsze chleb wychodzi... inny:) Taka już jego natura, że nigdy nie będzie taki sam, ale zawsze oczaruje nas smakiem. Co dwa - trzy dni piekę nowe chlebki i jak na razie tylko dwa razy przez okres półtora miesiąca wspomagałam się pieczywem ze sklepu. I wiecie co Wam powiem? Domowe chleby są najlepsze, bez porównania!
A Wy pieczecie własne chlebki? Wiem z mojego instagrama, że wiele osób jest zadowolonych i nie wyobraża sobie już innego chleba. Jeśli macie sprawdzone przepisy, albo inne rady dla mnie, czyli początkującego piekarza;) z chęcią przyjmę każdą, nawet najdrobniejszą podpowiedź! :)))
Buziaki
Magda
Ta historia zaczyna się na moich ukochanych Mazurach. Upalne lato, ja i moja siostra jesteśmy na wakacjach na wsi. Wyjeżdżamy co roku, w to...