Jakiś czas temu obiecałam Wam post o umiejscowieniu telewizora w naszej dziennej przestrzeni. Dlaczego temat wydał mi się na tyle interesujący, żeby go opisać? Ponieważ pomimo tego, że nasz salon jest w miarę duży, to jednak jest bardzo nieustawny. Jest to przestrzeń w której musimy zmieścić kilka ważnych dla nas funkcji i chcemy, żeby każda z nich nie traciła nic z wygody. Patrząc na pustą przestrzeń przede wszystkim musimy zwrócić uwagę na podstawową komunikację (np. dojście do kuchni czy ogrodu) oraz w naszym przypadku układ podłogi. Kupując ten dom zastaliśmy właśnie taki podział podłogi w salonie:
Kiedyś, taki układ podłogi z wydzieloną przestrzenią na część wypoczynkową, stał się bardzo popularny. Ba, nadal jest. I nie zrozumcie mnie źle - nie jestem przeciwniczką takich rozwiązań jeśli są one rzeczywiście przemyślane. U nas jest zupełnie odwrotnie. Pomijam tu kwestie estetyczne oraz dobór kolorystyczny kafli i paneli. Pod kaflami znajduje się ogrzewanie podłogowe, pod panelami już nie. I to duży problem. Mamy małe dzieci, które głownie bawią się na podłodze. Zatem niemal na stałe pojawił się u nas dywan. Panele, które posiadamy są również są słabej jakości. Na szczęście panele łatwo i szybko wymienić, kafle już gorzej. Gdy się wprowadzaliśmy gonił nas czas, a ja byłam w drugiej w ciąży, dlatego też nie było nawet mowy o takim poważnym remoncie, jak kucie starej podłogi. I tak już zostało.
Poniżej możecie zobaczyć rzut salonu z uwzględnieniem owej nieszczęsnej podłogi, kominka (który zajmie sporo przestrzeni) oraz rozmieszczeniem wszystkich ruchomych elementów wnętrza. Już teraz kredens, sekretarzyk i duży rozkładany stół stoją w swoim docelowym miejscu i bardzo nam to odpowiada. Jest sporo miejsca, aby wygodnie usiąść przy stole, dojście do okna tarasowego nie jest niczym zastawione. Wypoczynek "otwiera" się na pokój, fotel z podnóżkiem będzie można łatwo przesunąć, aby poszaleć z dzieciakami na podłodze. Po dwóch latach różnych kombinacji i przestawiania mebli, dla nas to układ optymalny, choć nikt nie mówi, że ostateczny;)
I po tym trochę długim wstępie przechodzimy do sedna sprawy. Gdzie tu w tym wszystkim telewizor?
Ktoś by powiedział - po co Wam to pudło;) Nie korzystamy z niego zbyt dużo w ciągu dnia, nie traktujemy jak radio. Ale jednak puszczamy dzieciom bajki (nadzorując to co oglądają), a sami wieczorem też lubimy obejrzeć jakiś film. Po długich rozmowach czy w ogóle chcemy go w tej przestrzeni, zdecydowaliśmy że jednak się przyda.
Pierwsze ustawienie jakie byłoby wygodne dla kącika telewizyjnego wygląda tak:
Na rzucie wygląda to wszystko fajnie. Ale niestety i to ustawienie już "przerobiliśmy". Narożna kanapa w tym przypadku ustawiona jest plecami do stołu. Pozostaje nie wiele miejsca na przejście do ogrodu. Największym problemem jest jednak dostępność stołu dla jego użytkowników. Gdyby nie było kredensu byłoby znacznie wygodniej i nie trzeba było się przeciskać między krzesłami. Nie wspomnę już o rodzinnych imprezach i wygodzie naszych gości. Taki układ również niepotrzebnie dzieli tą naszą niewielką przestrzeń i po prostu dla nas się nie sprawdzi.
Kolejna opcja to telewizor powieszony na ścianie pomiędzy holem, a kuchnią. Musielibyśmy w tym przypadku poszerzyć ściankę o minimum 40-70 centymetrów, zmniejszając tym samym wejście do kuchni do 80-90 cm. Tm samym zmniejszyłoby się miejsce na nasz stolik śniadaniowy oraz sam widok na kuchnię, który akurat lubimy. No i do tego układu koniecznie nowy, znacznie większy telewizor by się przydał ;)
Inną opcją, która może być ciekawym i skutecznym rozwiązaniem problemu jest zastosowanie projektora wraz z ekranem.
Taki rzutnik mógłby stworzyć przyzwoity efekt kina domowego, przy zaciemnieniu naszych okien. Gdybyśmy mieli odpowiednio przygotowaną wolną ścianę, można by było na niej wyświetlać obraz. Ponieważ u nas takowej brak, idealny byłby dodatkowy ekran zamontowany na suficie. Do tego rzutnik zamontowany pod sufitem. Jednak w tym przypadku potrzebowalibyśmy również rozprowadzenia potrzebnego okablowania i zamontowania głośników. Wolałabym schować taki ekran w suficie podwieszanym, ponieważ nie chciałabym oglądać takiej dużej "puszki", zamontowanej na stałe na suficie. Dla mnie to po prostu mało estetyczne rozwiązanie i wolałabym je ukryć, tak jak i wszelkie okablowanie do rzutnika. Jeśli chcecie poczytać o tym zagadnieniu więcej odsyłam do ciekawego artukułu.
Wszystkie powyższe propozycje niestety nie przekonały nas na tyle, żebyśmy którąś z nich chcieli zastosować. Za każdą z nich kryje się jakieś ALE. Postanowiliśmy, że pomimo tego że chcemy telewizor w naszej codziennej przestrzeni, nie chcemy żeby był głównym aspektem naszego wypoczynku. Dlatego nie postawimy go koło kominka, aby nie był dla niego konkurencją. Nie będziemy również rozbudowywać ścian, stwarzając dodatkowe miejsce na jego podwieszenie. Ani też nie będziemy inwestować w kino domowe z projektorem i ekranem, który pociągnąłby za sobą dodatkowe koszty.
Więc na co się ostatecznie zdecydowaliśmy?
Postanowiliśmy podwiesić nasz telewizor na ruchomym wysięgniku na małej ściance, przy której stoi sekretarzyk. W ten sposób nie będzie on w centrum naszego salonu i go nie zdominuje. Będzie dla nas służył dostosowując się do naszych potrzeb. Wyłączony będzie usytuowany blisko ściany, którą zamierzamy wyłożyć cegłą elewacyjną. Takie wysięgniki zajmują po złożeniu troszkę miejsca, dlatego obłożenie ściany wokół przymocowanego wysięgnika, pozwoli na schowanie go troszkę wgłąb. Po włączeniu wysuniemy telewizor i obrócimy go pod odpowiednim kątem, aby wygodnie móc obejrzeć ulubiony film.
Nie jest to może idealne rozwiązanie, bo wolałabym na tej ściance galerię rodzinnych zdjęć, ale na razie tak być musi. Jakby ktoś myślał, że otwarta przestrzeń tworzy wiele możliwości to nie ma do końca racji. Jedne opcje się otwierają, na innymi trzeba troszkę pogłówkować.
Pozdrawiam i do następnego!
Magda
Jakiś czas temu obiecałam Wam post o umiejscowieniu telewizora w naszej dziennej przestrzeni. Dlaczego temat wydał mi się na tyle interesuj...