Gdybym powiedziała mojemu (prawie) sześciolatkowi jaki dałam tytuł tego wpisu, to zapewne nastąpiła by wielka konsternacja i po chwili ...
Macie czasem problem z samo-tworzącym się bałaganem w Waszych domach? Jeśli macie dzieci to wiecie o czym mówię;) U mnie salon w ciągu kilku minut, z czystego i przyjemnego, zmienia się w bawialnię. Poduszki z kanap wędrują po pokoju, zmieniając się raz w domek, raz w kamienie nad rzeką, innym razem to leżanki do popołudniowej drzemki. Pół salonu przeznaczone jest na dziecięce zabawki i wiem, że tego nie zmienię. Nasze dzieci lubią z nami przebywać, a ich pokoje najczęściej stoją odłogiem. Nie wiem już kto lubi mieć kogo na oku, my ich, czy one nas;) Nie zamierzamy jednak na siłę ich wypychać do zabawy w swoich pokojach, kiedyś i tak do tego dorosną, a na drzwiach zawisną tabliczki ze znakiem ZAKAZ WSTĘPU... ;)
Macie czasem problem z samo-tworzącym się bałaganem w Waszych domach? Jeśli macie dzieci to wiecie o czym mówię;) U mnie salon w ciągu ...
Wiecie jaka jest moja ulubiona pora dnia? To oczywiście wieczór. Bardzo lubię nasz dom za to jak zmienia się po zmroku. Zazwyczaj nie robię zdjęć w tym czasie, bo ciężko oddać klimat wieczornych świateł i całego uroku, który im towarzyszy. Skusiłam się jednak i dziś Was zapraszam na "salony";)
Wieczorami, gdy na dworze robi się coraz ciemniej w każdym domu rozbłyskują światła. Pamiętacie jak bardzo zależało mi podczas zeszłorocznego remontu, aby zmienić górne oświetlenie i rozprowadzić sporo nowych punktów? Nie jeden nasz gość pukał się w czoło, zastanawiając się po co nam tyle kabli z sufitu. Przestrzeń salonu nie jest jakaś ogromna. To około 30m2, na których mamy zorganizowane kilka stref: wypoczynkową, jadalnianą, kominkową. Do każdej przypisane jest inne oświetlenie w postaci zwisów jak i rozproszonego światła dekoracyjnego. I myli się ten, kto uważa, że jedna - dwie lampy wystarczą na taką przestrzeń. Nie mamy tu żadnych lampek stojących, ponieważ nie potrzebujemy. Gdy dzieci bawią się na podłodze przed kominkiem, zapalamy inne lampy niż gdy siedzimy przy stoliku kawowym, grając w gry czy czytając książki. A wieczorem? Och, wieczorem jest wspaniale zapalić dekoracyjne podświetlenie kominka lub białych cegiełek i już romantyczny klimat się tworzy;) Nagle, cały pokój w stonowanych szarościach, bieli i czerni, nabiera rumieńców.
Jakby było mi mało światła zamarzyłam sobie duże latarenki. Długo szukałam, nie chcąc wydawać fortuny na kolejne duperele;) Te zakupiłam po okazyjnych cenach - były używane, nawet dość mocno. Umyłam je tylko i już cieszę oko. Zastanawiam się co z nimi zrobić dalej, przemalować je na jakiś kolor (czarny? srebrny?) czy może zostawić? Niby pasują, ale i tak muszę je odnowić w jakiś sposób, za bardzo są sfatygowane, pordzewiałe w kilku miejscach, a w jednej brakuje nawet szybki;P
Na stoliku jesienna dekoracja z wianka, który zrobiłam jakiś czas temu po przeprowadzeniu ogrodowych porządków:)
W chłodniejsze jesienne dni koniecznie rozpalamy w kominku. Sezon u nas już na dobre rozpoczęty, mniej więcej co drugi dzień płomień radośnie sobie tańcuje i wieczorami w domu robi się jeszcze przytulniej. To nasz drugi kominkowy sezon grzewczy i wbrew obiegowej opinii, że przestanie nam się chcieć w nim rozpalać, chyba jeszcze bardziej to lubimy. I gdzie ten brud, i sadza, i ten syf cały, ja się pytam? Wiadomo, że coś tam zawsze się sypnie z kominka, coś niecoś z rzadka wypadnie, ale dla tego ciepła wszechogarniającego domek, dla tej możliwości połażenia niemal w krótkich spodenkach po domu na jesień i zimę, warto! O klimacie kominka nie wspominam;)
Pojawił się też u nas nowy "kosz" na drewno. Zupełny przypadek sprawił, że zadzwoniła do mnie jedna dobra duszyczka z super propozycją;) Pomysł przygarnięcia jakiegoś nosidła przypadł mi do gustu, ale po chwili nastąpiło zwątpienie - a po co mi kolejny kosz?? Przerobiłam już dwa i każdy w miarę dawał radę. Pierwszy z nich - doniczka... z trawy morskiej - nie był dla mnie jednak zbyt wygodny do noszenia. Drugi dostaliśmy wraz z zakupionym na zimę drewnem - był to zwykły kosz wiklinowy. Sypało się z niego, więc postanowiłam doszyć mu ubranko i nosić w nim wysuszone pranie. Już nie oddam go pod drewno:) Jak to mówią - do trzech razy sztuka. Przewertowałam poleconą stronę Casa et Hortus i wybrałam matę z filcu syntetycznego. Daleko do naszej drewutni nie mamy, ale kręgosłupa i tak lepiej nie nadwyrężać. Tu wystarczy, że wyjmę matę ze stelaża i mogę szybko skoczyć po kilka sztuk drewna, nosząc ją jak torebkę. Zimą też nie będę zmuszona kłaść jej na mokrym śniegu, dzięki temu zaoszczędzę sobie sprzątania mokrych plam na podłodze:) Powiem Wam, że obawiałam się czy się nie będzie strzępić od szorstkiego drewna, ale nic takiego się nie dzieje. Filc jest sztywny więc łatwo się układa na stelażu, nie marszczy się. I w dodatku wpisał się w nasz salon idealnie:)
Przed nami weekend pełen zadumy, rodzinnych spotkań i wspomnień. Niezależnie od tego, w jaki sposób będziecie go spędzać, życzę Wam spokoju, ciszy i refleksji podczas zapalania symbolicznej świeczki.
Do zobaczenia niebawem:)
Magda
Co gdzie kupić?
- latarenki - "targ" staroci na fb;)
- biała lampa nad stolikiem kawowym - Nowodvorski
- lampy nad stołem w jadalni - Nowodvorski
- lampy nastropowe - Philips
- mata do noszenia drewna - Casa et Hortus
Wiecie jaka jest moja ulubiona pora dnia? To oczywiście wieczór. Bardzo lubię nasz dom za to jak zmienia się po zmroku. Zazwyczaj nie r...
Zapraszam dziś na seans filmowy;)
Usiądźcie na wygodnym fotelu, zaparzoną wcześniej herbatę postawcie obok.
A jeśli za Wami ciężki dzień, lampka wina też może być;)
Dziś premiera na blogu: relacja z odlotowego eventu #ŻyjPełnąParą!
Krótkie wprowadzenie: pod koniec zeszłego roku wzięłam udział w kampanii, w której m.in. wygrać mogliście generator pary marki Tefal. Pamiętacie? Ja zapamiętam tę współpracę na długo, bowiem takiego zakończenia akcji promocyjnej jeszcze nigdzie nie było! Cieszę się, że moja recenzja przypadła organizatorom do gustu i zostałam zaproszona na to wyjątkowe podsumowanie współpracy:))
A było tak:
Cztery blogi, sześciu blogerów i tylko jeden dzień, ale pełen pary!!!
i Simply About Home:)
Wcześnie rano, w ostatnią sobotę listopada, a dokładnie 29.11.14, spotkaliśmy się na 44 piętrze najwyższego budynku w Polsce - Sky Tower we Wrocławiu. Plan dnia owiany był tajemnicą do ostatniej chwili. Na miejscu okazało się, że weźmiemy udział w wyjątkowej sesji zdjęciowej w przepięknym, eleganckim apartamencie. Nie mogłam się powstrzymać, aby nie zajrzeć w każdy jego zakątek, obejrzeć garderobę i poszperać w kuchni:))) Najpierw był "szybki" make up i stworzenie fantastycznych fryzur (Michał - dziękuję za mój cudowny look:), kolejno wywiady (gulp!) oraz finałowe zdjęcia, które już za chwilę Wam pokażę. Jakby tego było mało finał akcji był totalnie odlotowy! I to dosłownie:))) Po skończonej sesji wyruszyliśmy w nieznane. Ciężko było odgadnąć, w które miejsce nas porywają. Wam jednak nie będę zadawać tym razem zagadek;) Był to tunel aerodynamiczny we FreeFlyCenter znajdujący się w Lesznie! Kolana się pod Wami ugięły? Wyobraźcie sobie zatem, co ja poczułam!!!
Obejrzeliście? Macie pietra, czy już zapisujecie się na lot?
Słuchajcie, może kiedyś to ja byłam odważniejsza, miałam nawet chrapkę na skok na bungee, ale gdy każą Ci podpisywać zgodę na wejście do tunelu na własną odpowiedzialność (obrażenia ciała lub nawet śmierć) to nie byłam pierwsza w kolejce do latania;P Powiało grozą, przez chwilę zwątpiłam czy ekstremalne wrażenia są dla mnie, ale nie dałam się! I wiecie co? Było fantastycznie! Niesamowita przygoda, choć czasem żołądek wywraca do góry nogami;)
Ale wróćmy już z powrotem na ziemię. Albo przynajmniej zostańmy trochę niżej, w chmurach. Chmurach Sky Tower;) Obiecałam Wam przecież zdjęcia!
Sesja zdjęciowa była dla mnie nowym wyzwaniem. Nie mam doświadczenia w pozowaniu, minkach dzióbkach, ani tym podobnych;P Zazwyczaj to ja stoję za obiektywem i jest mi tam dobrze;) Ale tym razem bardzo się cieszę z finalnych zdjęć, bo wyszłam na nich całkiem nieźle:D Z resztą nie tylko ja, Marysia z Kubą, Madzia oraz Ania i Kuba pozowali z takim luzem i przebojowością, że tylko pozazdrościć:) Do tego mam kilka ujęć, gdzie razem z moją imienniczką jak dwie psiapsióły plotkowałyśmy o wszystkim i o niczym. Bardzo lubię takie wydarzenia, gdzie spotykam ludzi, niby obce osoby, a w mig się dogadujemy. I za te rozmowy o życiu, dzieciach, naszych pasjach i wspólne latanie, dziękuję Wam bardzo:)) Bez Was ten dzień nie byłby niezapomniany!
Backstage:
Cała prawda o blogerkach, sesese;P
Latać każdy może, ale TAK tylko najlepsi!
Moja mina (na widok pokazowych szaleństw w tunelu) mówi sama za siebie:D

Odlotowa ekipa, lot zakończony sukcesem:D
To był fantastyczny dzień, dzień pełen pary, zgodnie z obietnicą Tefala;)
Dziękuję, że mogłam w nim uczestniczyć!
Przyjacielska atmosfera, wyjątkowi ludzie, ciekawe atrakcje, zapamiętam to na długo! :D
Pozdrawiam
Magda
Post powstał w ramach kampanii promocyjnej.
Zapraszam dziś na seans filmowy;) Usiądźcie na wygodnym fotelu, zaparzoną wcześniej herbatę postawcie obok. A jeśli za Wami ciężki dzie...
Nie wiem czy znacie taki
schemat, ale u mnie pojawiał się on wielokrotnie. Późny wieczór,
ewentualnie wczesny ranek, a mąż nagle oznajmia "kochanie...
potrzebuję na jutro/dziś/teraz/ZARAZ wyprasowaną koszulę...".
Nie bez powodu użyłam w tym jakże znanym mi zdaniu tyle
wielokropków. Otóż zdradzę Wam pewien sekret. Nie lubię
prasować. To dla mnie najmniej wdzięczna praca domowa. I mój mąż
o tym doskonale wie. To drażliwy temat, zwłaszcza gdy tylko ja
umiem prasować. Ale co z tego, jak śmigasz tym żelazkiem w tę i z
powrotem, pocisz się i gimnastykujesz, a na ubraniu nadal widać
zagniecenia. Jak nie z jednej strony, to za chwilę z drugiej wyłażą.
Zmora moja i utrapienie duszy perfekcjonistki. Świat byłby
piękniejszy, gdyby ktoś to robił za mnie. Niestety nie mam się co
oszukiwać, prasowanie to mój obowiązek.
Od kilku tygodni nie jest to
jednak przykry obowiązek. To niesamowite, ale cuda się zdarzają! I
nie – nie jest to coś w stylu "mąż mnie wyręczył",
bo o takim cudzie mogę sobie tylko pomarzyć;) Dzięki współpracy
z marką Tefal w moim domu pojawił się GENERATOR PARY. Brzmi poważnie, nie? I dobrze, bo to zupełnie nowa jakość,
nieporównywalna ze zwykłymi żelazkami. Nie tylko inaczej wygląda
niż standardowe żelazko, ale też inaczej działa, choć cel
pozostaje ten sam. Szybkie i dokładne prasowanie.
Warto wyjaśnić parę
spraw już na początku. Na rynku dostępne są trzy rodzaje urządzeń
do prasowania. Są to żelazka parowe, żelazka z generatorem pary
(mylnie zwane generatorami pary) oraz generatory pary pod wysokim
ciśnieniem. Każde z tych urządzeń działa w inny sposób i daje
inne rezultaty podczas prasowania. Żelazko chyba każdy zna, zatem
co to takiego ten generator pary pod wysokim ciśnieniem? Jak to
działa? Czym te urządzenia różnią się od siebie i czemu
prawdziwy generator pary jest taki wyjątkowy? Obejrzyjcie krótki
filmik i oceńcie sami:
I teraz już wszystko
wiadomo!
Ja od kilku dni żyję
pełną parą, ponieważ stałam się szczęśliwą posiadaczką
generatora pary Pro Express Total GV8960 marki Tefal. To cacko
posiada bardzo duże ciśnienie pary, wyrzut pary pod jeszcze
większym ciśnieniem oraz pokaźnych rozmiarów pojemnik na wodę. W
końcu nie trzeba uzupełniać go co chwilę, jak to ma miejsce w
przypadku zwykłych żelazek.
Zobaczcie też jakie
funkcje ma najbardziej wypasiona wersja z pięciu dostępnych:
Ja jestem pod wrażeniem,
wiedząc co potrafi moje cacko!
PARA BUCH!!!
Gdy otrzymałam generator
pary do testów, byłam lekko sceptyczna. Wprawdzie słyszałam
wiele dobrego o tego typu urządzeniach, ale nie do końca wierzyłam
w ich "magiczną moc".
Był późny wieczór,
powinnam pójść spać, ale ciekawość wzięła górę. Wyciągnęłam
z szafy najbardziej wygnieconą koszulę męża, co to zagniecenia
można godzinami prasować i nadal je widać. Podłączyłam
urządzenie, ustawiłam jednym przyciskiem parametry prasowania i...
nie mogłam uwierzyć. Zagniecenia niknęły w oczach. Kurcze, brzmi
jakbym jakąś bajkę Wam opowiadała, w końcu tyle się ich
dzieciom na dobranoc naczytałam, że może mi już taki wzorzec
został w głowie;) Ale nie! TO DZIAŁA!!! Ja, która nienawidzę
prasować, nie mogłam się oderwać od generatora pary. Pobiegłam
po inne koszule i z jeszcze większą łatwością je uprasowałam.
Myk, myk, ślicznie, pięknie. Para buchała pod wysokim ciśnieniem,
aż w salonie zrobiło się jak w tropikach. Kolejnego dnia wzięłam
się za grubszy kaliber. Uprasowałam mięsiste pokrowce na krzesła
z grubej bawełny. Ustawiłam moc na maxa i poszło szybko i gładko,
nawet największe zagniecenia. Mąż tylko się dopytywał z
niedowierzaniem, czy to na prawdę tak świetnie działa. Co więcej,
stwierdził że muszę go nauczyć bo on sam chce spróbować! Boziu,
cuda się jednak zdarzają! Już się nie będziemy sprzeczać o
nieuprasowaną koszulę, ani kto to zrobi... Oj nawet nie
podejrzewacie jakie wojny się o to u nas toczyły;)
Ta historia się jeszcze
nie kończy. Pod stopę mojego Tefala wpadły kolejno: bawełniane
poszewki, grube zasłony, lniane bieżniki, dziecięce malutkie
ciuszki, moje sukienki i delikatne koszulki. Wszystko, dosłownie
wszystko generator Tefala uprasował genialnie. Słuchajcie, gdybym
miała takie urządzenie, kiedy się mój syn urodził, to bym nie
rzuciła w diabły tego prasowania ledwo po miesiącu. Przy drugim
dziecku nie chciałam już zupełnie tracić czasu na zbędne stanie
przy desce do prasowania i śliczna i piękna była tylko uprasowana
wyprawka... Wolałam przeznaczyć wolne chwile na zabawy ze starszym
synkiem i spacery w ciągu dnia z niemowlakiem. Szkoda czasu na
nieefektywne prasowanie!! Zdecydowanie wolę go zamienić na czas
poświęcony rodzinie:) I nie, nie będzie tu na blogu perfidnej
reklamy z moimi dziećmi w tle lub pomagającymi mi przy prasowaniu
albo bawiącymi się pod deską do prasowania. Co to to nie. Żadnej
ściemy! Jeszcze nie zwariowałam, żeby ryzykować poparzeniem
dziecka!!
Mój sposób na
prasowanie? Spokojny poranek lub najlepiej wolny wieczór. W tle gra
muzyka lub leci ulubiony serial. Koniecznie wygodny stół do
składania na bieżąco uprasowanych już rzeczy. Obok filiżanka
dobrej herbaty albo malibu na wzmocnienie;) I oczywiście nie obędzie
się bez generatora pary Tefal, aby mieć więcej czasu na życie
pełną parą:))
Post powstał w ramach kampanii reklamowej.
Nie wiem czy znacie taki schemat, ale u mnie pojawiał się on wielokrotnie. Późny wieczór, ewentualnie wczesny ranek, a mąż nagle oznajm...
Mam dziś dla Was nie lada gratkę.
Coś, czego tu jeszcze nie było.
Totalny odlot i marzenie wielu z Was.
Pokuszę się o stwierdzenie, że KAŻDY by chciał mieć TAKIE COŚ:))
Och gdybym tylko mogła zdradzić co to takiego!!!
Nie będę jednak psuć niespodzianki... sami ją odgadnijcie!!
NIE DAJCIE SIĘ ZWIEŚĆ POZOROM
i odgadnijcie o JAKI PRZEDMIOT chodzi w filmie:
Pytanie konkursowe brzmi:
Co takiego może uratować Twój związek/małżeństwo?
Wpisz w komentarzu jaki przedmiot domowego użytku może uratować Twoje relacje z partnerem, aby raz na zawsze zakopać kość niezgody i żyć pełną parą!
Oczywiście single i singielki też mogą brać udział! Każdy może!!! Napiszcie co jest wieczną kością niezgody w związku i JAKA RZECZ mogłaby odmienić Wasze życie???
Konkurs wygrywa ta osoba, która odgadnie o jaką rzecz chodzi w filmiku, wpiszę ją w komentarzu i swój wybór UZASADNI!! Jest to wymóg konieczny, ponieważ wygra ta osoba, której komentarz będzie najbardziej KREATYWNY i trafnie wskaże, co jest nagrodą w konkursie:)
Czekam na Wasze odpowiedzi i zdradzę Wam tylko, że wartość nagrody przekracza aż 1.000 zł!!!
Liczy się trafność odpowiedzi oraz Wasza kreatywność!
Konkurs trwa od 8 do 16 listopada, do godziny 23:59.
Ogłoszenie wyników 17 listopada.
W konkursie będą brać udział odpowiedzi udzielone w komentarzach tylko pod tym postem. Anonimowe osoby proszę o podanie swojego nicka lub adresu e-mail.
No to zaczynamy!
Czas start!
Post powstał w ramach kampanii reklamowej.
Mam dziś dla Was nie lada gratkę. Coś, czego tu jeszcze nie było. Totalny odlot i marzenie wielu z Was. Pokuszę się o stwierdzenie, ż...